Je suis Donbass

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Urodziłam się w Ługańsku. Z czasem moja rodzina przeprowadziła się do małego miasteczka Łutuhine niedaleko Ługańska. Tam poszłam do przedszkola, a później do szkoły.

Rodzice zapisali mnie do klasy z ukraińskim językiem wykładowym – jedynej takiej klasy w całym miasteczku. W Łutuhinym spędziłam moje dzieciństwo, tam też formowały się moje poglądy, dopóki po szkole nie wróciłam z powrotem do Ługańska. Nie dostałam się na studia na wybrany wydział, ponieważ jednym z egzaminów wstępnych był egzamin z języka rosyjskiego, który oblałam. Prosiłam, aby zamiast rosyjskiego mogłam zdawać język ukraiński, jednak nie otrzymałam pozytywnej odpowiedzi, wręcz zasugerowano mi, abym zmieniła kierunek studiów. Już wtedy rozumiałam, że tak być nie powinno, jednak jak być powinno jeszcze nie wiedziałam. Kochałam obydwa moje miasta, więc akceptowałam wszystko, cokolwiek mi one oferowały.

Po studiach chciałam zobaczyć, co się dzieje po drugiej stronie granicy. Życie, które toczy się za wschodnią granicą, niejednokrotnie poznałam jeszcze w dzieciństwie – z własnego doświadczenie, jak też z opowiadań przyjaciół, którzy od razu po szkole wyjechali do Moskwy. Jednak nie wiedziałam, co się dzieje za Kijowem. Jak wygląda życie nie co dalej na Zachód.Pierwszym zachodnim państwem, które poznałam, była Polska, która na tyle mnie zafascynowała odmiennym trybem życia, iż pomyślałam wtedy, że już bardziej “zachodnio” być nie może. Po kilku miesiącach pobytu w Warszawie, wróciłam już zupełnie innym człowiekiem. Wreszcie poznałam to, jak być powinno, jak też przypuszczałam, ale nie miałam możliwości widzieć tego na Wschodzie. Wracając do domu, stanowczo chciałam zmienić system, zainspirować go od wewnątrz. Pomyślałam, że dzieci byłyby najbardziej do tego przygotowane, dlatego też podjęłam pracę w szkole – internacie. I rzeczywiście, dzieci od razu odpowiedziały na moje demokratyczne podejście do wychowania. Byłam dla nich raczej starszą przyjaciółką niż wychowawczynią. Podchodziły do mnie ze wszystkim, co bolało, skarżyły się na niektórych nauczycieli, którzy je bili, czy też znęcali się nad nimi moralnie. One chciały jedynie podzielić się swoim bólem, ja natomiast chciałam temu bólowi zaradzić. Teraz rozumiem, jak byłam naiwna, myśląc, że zdołam pokonać ten zbutwiały system. Natomiast ów system chciał mnie zdławić. Z powodu tego, iż miałam odwagę wystąpić przeciwko niektórym nauczycielom i zastępcom dyrektora, moje życie zamieniło się na piekło. Za jakiś czas musiałam zostawić pracę w internacie. Wtedy po raz drugi uświadomiłam sobie, że tak być nie powinno.

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Wyruszyłam dalej na Zachód. Myślałam, że w Niemczech stanę się bardziej odporna i silna duchem. I rzeczywiście dużo czego się tam nauczyłam i po roku czasu wróciłam do Łutuhinego. Tym razem zobaczyłam to, czego nie widziałam w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Miałam wrażenie, że mam na sobie 3D okulary. To co mnie otaczało było odzwierciedleniem tego, co każdy miał w środku. Większość z nas, dotychczas skupiało w sobie niewolniczą mentalność i ubogą świadomość. Nie można było tego zmienić o własnych siłach, a nawet grupa osób nie zdołałaby zmienić tej sytuacji za tak krótki okres czasu. Spakowałam bagaże i pojechałam do Lwowa. Uciekałam? Być może. Ale nieustannie głowiłam się nad tym, jak pomóc tym, kto tam pozostał, ile potrzebuję na to czasu, czym właściwie mogę im pomóc. Uświadamiałam sobie, iż jest to długi proces. Gdy czas od czasu przyjeżdżałam by odwiedzić rodziców, sąsiedzi pytali mnie o “banderowców” i groźnych “zapadeńców” (czyli ludzi mieszkających na Zachodzie Ukrainy). Moje argumenty nie przypadły im do gustu. Dlatego też zaczęłam uczyć się za historii, aby móc wytłumaczyć ją ludziom na Wschodzie. Tym, kto jeszcze gotów był słuchać. Byłam przekonana, że mi uwierzą.

Zapraszałam przyjaciół do Lwowa, a między innymi zaczynałam rozmowy o historii. Oni nagle zmieniali temat, mówiąc o błahostkach. Nie chcieli ani wiedzieć, ani słyszeć o źródłach konfliktu pomiędzy Zachodem i Wschodem. To mnie niepokoiło, gdyż zdążyłam zrozumieć, iż ta niewolnicza mentalność rodzi się z niewiedzy, jak też z braku chęci do zdobycia tej wiedzy. Oni mówili, że każdy ma swoją prawdę. A ja byłam przekonana, że prawda jest tylko jedna. I choćby jak usiłowano wypaczyć wydarzenia, Prawdy nie można odmienić. Nie chciałam się poddawać, więc postanowiłam napisać książkę, która mogłaby dostępnie wytłumaczyć mieszkańcom Wszchodniej Ukrainy dążenia ruchu powstańczego i walki o niepodległość. Zbierałam informację z ust żyjących jeszcze weteranów UPA. Ich świadectwo jest bardziej niż przekonujące. Niektórzy pytali mnie po co to wszystko i dlaczego nie mogę poprostu żyć. Jednak nie traciłam nadziei, aby zmienić coś w świadomości tych, którzy nie byli mi obojętni. Chciałam chociażby w jakiś sposób zapobiec temu żywiołowi, który się zbliżał. Nie zdążyłam…

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Wraz z Majdanem nasze relacje się pogorszyły i odległość wzrastała. Na pytanie, czy ciekawi ich to, co się dzieje w Kijowie, odpowiadali, że nie chcą psuć sobie humoru i oglądać jakieś negatywy. Ostrzegałam ich, że gdy czołgi i ludzie z bronią przyjdą do Doniecka i Ługańska, wszyscy będą musieli przyglądać się temu, co się dzieje, ale już ze swoich okien a nie z ekranów telewizorów. A oni machali ręką na te słowa. Jednak wiedziałam, że obojętność nie mniej jest karana, niż błędne postępowanie. Dziś przez słuchawkę słyszę łzy i rozpacz, ale teraz czym mogę im zaradzić, chyba, że kolejny raz otworzę przed nimi swoje drzwi.

Ja dotychczas nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, dlaczego właśnie tam, i dlaczego ludzie dotychczas są na tyle ślepi.

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Przypomniałam sobie o pewnym wydarzeniu, które pomogło mi zrozumieć, choć nie dało odpowiedzi na pytanie. Pewnego razu, gdy przyjechałam w odwiedziny do swoich rodziców, wybraliśmy się razem nad jezioro. Na brzegu stała tabliczka, która oznajmiała, iż jest to teren prywatny. Jednak nas to nie powstrzymywało, jak też pozostałych ludzi, którzy kąpali się w jeziorze. Już obok jeziora zatrzymał nas milicjant, który oznajmił, że obecnie nie można tu pływać. Oczywiście to nas oburzyło, jednak mundurowy wytłumaczył nam, iż w jeziorze znaleziono czyjeś zwłoki i wszyscy czekają na grupę śledczą. Podeszliśmy bliżej i zobaczyłam dzieciaków, bawiących się w wodzie, kąpiących się i nurkujących. Niedaleko widoczne było ciało topielca. Dzieci, chociaż zdawały sobie sprawę z tego, co się dzieje, jednak nie chciały zwracać na to uwagi. Zrobiło mi się przykro z tego powodu. Gdy przypominam sobie o tym teraz, rozumiem tę dziecięcą naiwność większości mieszkańców Wschodniej Ukrainy. Awersja do wiedzy, zastanawiania się, rozumowania. Zamykanie oczy na zbutwiały system, odwracanie się od zwłok i podalsze pływanie w swoim jeziorze.

Z początkiem działań wojennych na Wschodzie straciłam dużo przyjaciół. Nikt z nas nie zginął, ale umarliśmy jeden dla drugiego.

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Stanęliśmy po różne strony blokady. Jednak pomimo wszystkiego, nadal niezmiennie kocham swoje ojczyste strony, zielone aksamitne pagórki, bezkraje pola słoneczników, rzeki i jeziora. Każdy wystrzał i wybuch odszukuje mnie i trafia prosto w serce. Krwawe wydarzenia na Majdanie były niczym koszmarny sen. Wydawało się, że gorzej już być nie może, a ja chciałam jaknajszybciej się obudzić. Teraz już się obudziłam i przekonałam, że rzeczywistość jest jeszcze bardziej przeraźliwa niż nocne koszmary. Powoli przyzwyczajamy się do tego. Czasami nawet znajdujemy małe powody do radości.

Coraz częściej operacja terrorystyczna kojarzy mi się z czyścem. Ktoś przez to przejdzie, a ktoś nie. Nie jestem pewna, że dam radę, ale cieszę się wraz z tymi, którzy dojdą. Bo będą odnowieni, odmienieni i czyści. Staną się fundamentem nowego państwa, nowego kraju i to będzie ich ziemia. Dlatego też, bez zbędnej afektacji, mogę stwierdzić, iż chłopcy, którzy jadą na Wschód są dla mnie bohaterami. Bo jadą tam, zdając sobie sprawę, że mogą nie wrócić. Walczą nawet nie za swój rodzinny dom, nie mając pewności, że zobaczą kiedyś Ziemię Obiecaną. Modlę się za nich codziennie – rano i przed snem. Tuż przed pójściem spać, zamykam oczy i widzę mój dziecięcy pokój w Łutuhine.

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Walczę z własną ciekawością, aby nie otworzyć oczu, bo wtedy wszystko zniknie. Chcę jakiś czas spędzić w domu i powrócić tam w nocy. Tak, żyję podwójnym życiem – w nocy jestem na Wschodzie, a w dzień na Zachodzie. Są mi znane bóle jednych i drugich. Znana mi jest rozpacz obydwu stron. Ale bliskie mi są też ich nadzieje.

Tej nocy we śnie znowu widziałam bliskie memu sercu miasto Łutuhine. Podwórze z ławkam przed naszym domem. Na ławkach siedzieli sąsiedzi – emeryci. Wszystko było zatopione w jaskrawym świetle. Słońce mnie oślepiało. Znowu wracałam po kolejnych wędrówkach i długiej nieobecności. Wiedziałam, że panie mnie zagadną, wypytując o tym, gdzie byłam przez ten cały czas, więc miałam zamiar przejść obok nich jak najszybciej. Przywitałam się z nimi wskroś zaślepiającą kurtynę słońca, nie wpatrując się specjalnie, kto siedzi na ławkach. Jednak, jak zwykle, udało im się mnie zatrzymać. Wtedy jeszcze wszyscy byli żywi i nikt nigdzie nie wyjechał. Odpowiedziałam, że nie ważne gdzie byłam, a najważniejsze jest to, że teraz jestem w domu.

Je suis Donbass
Photo by Eugenia Senik

Nikt nie chciał mnie słuchać, gdy mówiłam, że nasze miasto jest błędnie tłumaczone z rosyjskiego jako Łutuhyne. Zostało ono nazwane na cześć geologa Łutuhina, i żaden z niego nie Łutuhyn. Zarzucono mi wówczas, że naskakuję. Ja natomiast twierdziłam, że miasto ginie, ponieważ nazwane jest ŁutuHYNE (“hyne” – z ukr. ginie). Teraz miasto zanika (a dokładniej obumiera) od razu po południu, a w nocy przez nie ciągnie z Rosji do Ługańska technika wojskowa. Jedzie przez całą noc. Od godziny policyjnej aż po świt – czołgi, czołgi, czołgi… A ja ciągle uważam, że nie warto lekceważyć słowa, zwłaszcza jeśli chodzi o nazwy miast i regionów. Ponadto nie warto interpretować nazwy Donbas. Niech ta moja zwykła historia stanie się dowodem na to, iż ta ziemia jest czymś bardzo ważnym dla wielu osób takich jak ja. Pomimo wszystkich wad i błędów jej mieszkańców, są ludzie, którzy darzą ją niezmiernym szacunkiem. Bo zrodziła nas takimi, jakimi jesteśmy… ponikąd naiwnymi, dziecinnymi i nieroztropnymi. I my sami, urodzeni na Donbasie, doskonale znamy swoje wady. Dlatego nie spieszcie się nas osądzać, a spróbujcie wykazać zrozumienie. Nauczcie się historii nie tylko Ukrainy Zachodzniej ale też i Wschodniej, aby pojąć dlaczego jest tak, a nie inaczej. A jeśli pomimo to, ktoś zechce rzec słowo “downbas”, niech spojrzy na mnie i powie mi to prosto w oczy, ponieważ JA JESTEM DONBAS.

 


Translated by Aniela Sypko

Comment section

Залишити відповідь

Ваша e-mail адреса не оприлюднюватиметься. Обов’язкові поля позначені *

Цей сайт використовує Akismet для зменшення спаму. Дізнайтеся, як обробляються ваші дані коментарів.

arrow-pointing-downcaret-down